Głodna rodzina pszczela nie zawsze wygląda jak rodzina stojąca przed pustymi plastrami. To właśnie utrudnia ocenę sytuacji. W ulu może znajdować się kilka kilogramów pokarmu, a mimo to pszczoły mogą nie mieć do niego dostępu. Zimą decydują centymetry: kłąb przesunie się po plastrze tam, gdzie pozwoli temperatura i układ gniazda, ale przy silnym mrozie niekoniecznie pokona niewielką przerwę dzielącą go od kolejnej ramki pełnej zapasów.
Latem mechanizm jest inny. Rodzina może gwałtownie wejść w okres niedoboru po zakończeniu intensywnego pożytku, zwłaszcza gdy ma dużo czerwiu, a pszczelarz wcześniej odebrał miód. Silna rodzina zużywa w skali roku ogromne ilości pokarmu – rzędu 70–110 kg miodu, z czego największe zużycie przypada na miesiące intensywnego rozwoju. Dlatego brak przybytku na wadze przez kilka dni nie oznacza jeszcze głodu, ale szybko malejący zapas przy licznych larwach już powinien uruchomić alarm.
Najważniejsza zasada jest prosta: głód rozpoznaje się przede wszystkim po stanie zapasów i ich położeniu względem pszczół, a dopiero później po zachowaniu rodziny. Czekanie na widoczne objawy skrajnego niedożywienia jest błędem. Wtedy często nie ma już czasu na spokojne działanie.
Pierwsze sygnały głodu w ulu – co naprawdę powinno zaniepokoić?
Najbardziej charakterystyczny obraz skrajnego niedoboru pokarmu widać dopiero po otwarciu rodziny: martwe pszczoły tkwią głowami w komórkach plastra. Próbowały dostać się do ostatnich resztek pokarmu. Jeśli taki obraz pojawia się w martwej rodzinie, bardzo często oznacza to śmierć z głodu albo sytuację, w której zapas znajdował się poza zasięgiem kłębu.
Nie należy jednak czekać na tak późny etap. W czynnej rodzinie wcześniej pojawiają się sygnały ostrzegawcze.
Do najważniejszych należą:
- bardzo mała ilość miodu lub pokarmu cukrowego na plastrach gniazdowych;
- brak charakterystycznych „wianków” zapasu nad czerwiem;
- szybkie zmniejszanie się zapasów podczas okresu bezpożytkowego;
- ograniczenie czerwienia mimo odpowiedniej temperatury i obecności prawidłowo funkcjonującej matki;
- usuwanie części larw przez robotnice przy ostrym deficycie pokarmowym;
- wyraźnie lekki ul podczas podnoszenia go od tylnej ściany;
- zimą – niepokojąco intensywny szum połączony z bardzo małą masą ula;
- na przedwiośniu – rodzina znajdująca się wysoko pod powałką, bez zapasu bezpośrednio nad kłębem.
Trzeba uważać z interpretowaniem samego zachowania pszczół. Głośniejsza rodzina nie musi być głodna. Hałas może powodować brak matki, przegrzanie, wilgoć, gryzonie albo mechaniczne niepokojenie ula. Tak samo pszczoły chodzące po powałce nie są automatycznie dowodem niedoboru. Dlatego obserwację trzeba zestawić z ciężarem ula i rozmieszczeniem pokarmu.
W sezonie problem często zaczyna się niepozornie. Kończy się rzepak albo lipa, pogoda psuje się na tydzień, w ulu znajduje się kilka ramek czerwiu, a pszczelarz kilka dni wcześniej odebrał miód. Rodzina nadal wygląda na silną, lecz jej bilans energetyczny może być już ujemny.
To właśnie rodziny silne potrafią zaskoczyć najbardziej. Ich zapotrzebowanie w szczycie sezonu jest ogromne. W klasycznych zestawieniach gospodarki pasiecznej miesięczne zużycie pokarmu przez rodzinę podawano orientacyjnie na poziomie około 17 kg w maju, 30 kg w czerwcu, 17 kg w lipcu i 14 kg w sierpniu. Nie należy traktować tych liczb jak licznika działającego identycznie w każdym ulu – siła rodziny, ilość czerwiu, pogoda i pożytek zmieniają wynik – ale dobrze pokazują skalę problemu. Silna rodzina potrzebuje kilogramów, nie garści pokarmu.
Jeżeli po miodobraniu w gnieździe zostają niemal suche plastry, a następny pożytek jest niepewny, liczenie na pogodę jest kiepską gospodarką.
Ile zapasu powinno być w rodzinie i jak sprawdzić go bez zgadywania?
Ocena „na oko” działa tylko wtedy, gdy pszczelarz ma już doświadczenie z konkretnym typem ula. Początkujący zwykle przeszacowują ilość pokarmu. Ramka z niewielkim paskiem miodu potrafi wyglądać znacznie zasobniej, niż jest w rzeczywistości.
Przy przygotowaniu do zimowli dla silnej rodziny w polskich warunkach praktycznym punktem odniesienia jest około 15–20 kg zapasów pokarmowych. Wiele zależy od systemu ula, siły rodziny, długości czerwienia jesiennego i przebiegu zimy. Sama zimowla silnej rodziny może pochłonąć około 8 kg, a rozwój przed pojawieniem się pewnych wiosennych pożytków wymaga kolejnych kilku kilogramów. Pozostawienie zapasu bezpieczeństwa jest zdecydowanie rozsądniejsze niż ratunkowe karmienie rodziny w lutym czy marcu.
Przy ulach wielkopolskich można wykorzystać jeszcze bardziej praktyczne wartości. Klasyczne normy gospodarki pasiecznej wskazują orientacyjnie:
- rodzina zimowana na 6 plastrach wielkopolskich – około 10,5 kg zapasu;
- na 7 plastrach – około 11,9 kg;
- na 8 plastrach – około 13,2 kg;
- na 9 plastrach – około 14,4 kg;
- na 10 plastrach – około 15,5 kg.
Dla ramek Dadanta wartości są nieco większe: około 11,4 kg przy 6 plastrach, 14,4 kg przy 8 oraz 17 kg przy 10 plastrach. W praktyce przy silnych rodzinach często stosuje się większy margines i celuje w okolice 15–18 kg, szczególnie gdy wiosenne pożytki w danej lokalizacji nie są pewne.
Najprostsza kontrola bez otwierania ula to podniesienie go z tyłu. Po kilku sezonach różnica między rodziną dobrze zaopatrzoną a lekką staje się bardzo wyraźna. Problem w tym, że metoda nie daje kilogramów. Różne dennice, korpusy, daszki i liczba ramek potrafią mocno przekłamać porównanie dwóch uli.
Znacznie lepsze jest ważenie.
Można użyć zwykłej wagi bagażowej lub hakowej. Ula nie trzeba podnosić w całości. Waży się kolejno przód i tył albo oba boki, a wyniki odpowiednio przelicza. Najważniejsze jest jednak ustalenie masy samego zestawu: korpusów, dennicy, powałki, ramek, wosku i pszczół. Dopiero różnica pozwala oszacować zapas.
Druga metoda to ocena plastrów. W praktycznych przeliczeniach spotyka się założenie, że 1 dm² zasklepionego pokarmu po obu stronach plastra odpowiada w przybliżeniu 0,3–0,4 kg zapasu. Nie jest to pomiar laboratoryjny – grubość plastra i stopień wypełnienia komórek robią różnicę – ale do decyzji pasiecznej wystarcza znacznie bardziej niż stwierdzenie „trochę miodu jeszcze jest”.
Zimą dochodzi jeszcze jedna rzecz: zapasy muszą leżeć tam, gdzie pszczoły mogą do nich dojść.
To jeden z najbardziej irytujących przypadków w praktyce. Po otwarciu martwego ula okazuje się, że obok osypanej rodziny stoi ciężka ramka pełna pokarmu. Teoretycznie jedzenia było dużo. Praktycznie dla pszczół go nie było.
Podczas mrozu kłąb nie może dowolnie przemieszczać się po całej kubaturze ula. Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, gdy zużyje pokarm nad sobą i znajdzie się pod pustym fragmentem plastra, podczas gdy zapasy pozostają po bokach. Dlatego sama informacja „rodzina dostała jesienią 15 kg syropu” nie gwarantuje bezpiecznej zimowli. Liczy się jeszcze układ ramek, ilość przetworzonego zapasu oraz jego położenie względem kłębu.
Co zrobić, gdy pokarmu jest za mało – i czego lepiej nie robić?
Priorytet zależy od pory roku.
Latem i wczesną jesienią pierwszym wyborem jest pokarm płynny, jeżeli pszczoły mają warunki do jego pobrania i przerobienia. Gdy pożytek się urwał, a zapasy gwałtownie spadają, nie ma powodu czekać, aż rodzina zacznie ograniczać czerwienie.
Przy karmieniu interwencyjnym stosuje się syrop cukrowy albo gotowy syrop inwertowany. Ten drugi oszczędza część pracy związanej z rozpuszczaniem cukru i przygotowaniem mieszaniny, ale jest droższy. Przy kilku ulach różnica kosztu nie jest dramatyczna; przy kilkudziesięciu czy kilkuset rodzinach zaczyna mieć znaczenie.
Trzeba przy tym odróżnić podkarmianie ratunkowe od uzupełniania zapasu zimowego. Niewielka dawka może podtrzymać rodzinę podczas krótkiej przerwy pożytkowej, ale nie zastąpi pełnego zakarmienia. Jeżeli do bezpiecznej ilości zapasu brakuje kilku czy kilkunastu kilogramów, trzeba policzyć deficyt i uzupełnić go świadomie.
Przy jesiennym przygotowaniu rodziny nie wystarczy powiedzieć: „dałem 15 kg cukru”. Najpierw trzeba oszacować pokarm już znajdujący się w ulu, potem określić docelowy zapas i dopiero różnicę uzupełnić.
Przykład: jeśli rodzina ma około 6 kg własnych zapasów, a celem jest 16 kg, brakuje mniej więcej 10 kg gotowego pokarmu w plastrach. Ilość podawanego syropu trzeba dobrać do jego stężenia i zawartości suchej masy, a nie utożsamiać litra syropu z kilogramem zapasu.
Jesienią dużym problemem staje się również termin. Podawanie znacznych ilości bardzo późno oznacza, że pszczoły muszą przenieść, zagęścić i zasklepić pokarm przy coraz niższych temperaturach. Dlatego zasadnicze uzupełnianie zapasów prowadzi się zwykle w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu, zależnie od gospodarki, ostatniego pożytku i regionu Polski.
Inaczej wygląda sytuacja zimą.
Przy niskich temperaturach nie podaje się rodzinie dużych ilości rzadkiego syropu. Pszczoły mają ograniczone możliwości pobierania go i usuwania nadmiaru wody, a dodatkowa wilgoć w ulu może tylko pogorszyć sytuację.
Gdy istnieje realne zagrożenie śmiercią głodową, używa się najczęściej ciasta cukrowego lub cukrowo-miodowego przeznaczonego dla pszczół, umieszczonego bezpośrednio nad kłębem, tak aby owady miały do niego możliwie krótki dostęp. Położenie jest ważniejsze niż efektowne włożenie dwóch kilogramów ciasta w miejsce, do którego rodzina podczas mrozu nie dojdzie.
Trzeba też znać ograniczenie tej metody. Ciasto jest przede wszystkim zabezpieczeniem awaryjnym, a nie idealnym sposobem naprawiania źle przygotowanej zimowli. Pszczoły potrzebują również wody do korzystania z pokarmów stałych. Jeśli rodzinie regularnie trzeba ratunkowo kłaść ciasto w środku zimy, problem zaczął się zwykle kilka miesięcy wcześniej.
Na przedwiośniu kontrola zapasów staje się szczególnie ważna. Zużycie zaczyna rosnąć wraz z pojawieniem się czerwiu. W klasycznych wyliczeniach dla średniej rodziny podawano około 0,7–0,9 kg miesięcznie w listopadzie, grudniu i styczniu, około 1,2 kg w lutym oraz około 2 kg w marcu. Silna, intensywnie rozwijająca się rodzina może potrzebować więcej.
I tu powstaje typowa pułapka: luty był ciepły, matka rozpoczęła czerwienie, potem przychodzi kilkanaście chłodnych dni. Rodzina ogrzewa czerw, zużycie energii rośnie, a pożytku jeszcze nie ma. Ul, który w styczniu miał wystarczający zapas, pod koniec marca może znaleźć się na granicy głodu.
Dlatego po rozpoczęciu wiosennego rozwoju nie wystarczy kontrolować rodzin raz na miesiąc. Lekkie ule trzeba mieć na krótkiej liście i sprawdzać w pierwszej kolejności.
Nie należy natomiast otwierać wszystkich rodzin przy złej pogodzie tylko dlatego, że „trzeba zobaczyć”. Jeżeli masa ula jest prawidłowa i nie ma innych niepokojących objawów, rozbieranie gniazda przy temperaturze kilku stopni jest niepotrzebnym ryzykiem. Najpierw kontrola masy, potem decyzja o ingerencji.
Jeżeli zaś rodzina jest wyraźnie lekka, priorytet jest odwrotny: najpierw zabezpieczyć dostęp do pokarmu, a dopiero później analizować, dlaczego go zabrakło. Pszczołom nie pomoże perfekcyjna diagnoza wykonana po ich osypaniu.
FAQ – głód w rodzinie pszczelej
Po czym najpewniej poznać, że rodzina pszczela jest zagrożona głodem?
Najpewniejszym sygnałem jest mała masa ula potwierdzona kontrolą zapasów. Zachowanie pszczół jest tylko wskazówką. Jeżeli nad kłębem praktycznie nie ma pokarmu, sytuacja wymaga działania nawet wtedy, gdy rodzina zachowuje się spokojnie.
Ile pokarmu powinna mieć silna rodzina na zimę?
W polskich warunkach praktyczny zakres to zwykle około 15–20 kg zapasu, zależnie od systemu ula, siły rodziny, przebiegu zimy i dostępności wczesnych pożytków. Przy silnych rodzinach często przyjmuje się około 15–18 kg jako roboczy cel.
Czy pszczoły mogą umrzeć z głodu, jeśli w ulu nadal jest miód?
Tak. Podczas mrozu kłąb ma ograniczoną możliwość przemieszczania się. Rodzina może osypać się pod pustym fragmentem plastra, mimo że zapas pozostaje na sąsiedniej ramce. Dlatego kontroluje się nie tylko ilość, ale również położenie pokarmu względem kłębu.
Czy brak miodu w nadstawce oznacza, że rodzina głoduje?
Nie. Ocenia się zapasy w części dostępnej dla rodziny, przede wszystkim w gnieździe. Pusta nadstawka podczas przerwy pożytkowej sama w sobie nie oznacza głodu.
Czy zimą można podać pszczołom syrop cukrowy?
Przy niskich temperaturach duże ilości płynnego pokarmu są złym rozwiązaniem. W interwencji zimowej częściej stosuje się ciasto umieszczone bezpośrednio nad kłębem. Podstawowe zapasy powinny zostać przygotowane jesienią.
Czy ciasto można podać profilaktycznie każdej rodzinie?
Można, ale nie zawsze ma to sens. Rodzina posiadająca duży, prawidłowo rozmieszczony zapas nie potrzebuje dodatkowego pokarmu tylko dlatego, że nadeszła zima. Ciasto jest szczególnie użyteczne przy rodzinach lekkich, niepewnych albo przy przedłużającej się zimie.
Kiedy ryzyko głodu jest największe?
Nie tylko zimą. Niebezpieczne są przerwy pożytkowe latem, okres tuż po intensywnym miodobraniu oraz przedwiośnie, gdy pojawia się czerw i gwałtownie rośnie zużycie pokarmu.
Czy silna rodzina jest mniej zagrożona głodem niż słaba?
Niekoniecznie. Silna rodzina ma więcej zbieraczek, ale również większe potrzeby i zwykle więcej czerwiu. Przy nagłym zakończeniu pożytku może zużywać zapasy bardzo szybko.
Co sprawdzić jako pierwsze, gdy podejrzewam głód?
Najpierw masę ula, następnie ilość i położenie zapasu. Jeżeli rodzina rzeczywiście jest lekka, trzeba zabezpieczyć pokarm odpowiedni do pory roku. Dopiero później szukać przyczyny: zbyt dużego miodobrania, słabego pożytku, błędu w jesiennym karmieniu, rabunku albo wyjątkowo dużego zużycia podczas długiego okresu czerwienia.


