Przygotowanie rodziny pszczelej do zimy nie zaczyna się we wrześniu, gdy noce robią się chłodne. Zaczyna się bezpośrednio po ostatnim głównym miodobraniu, najczęściej od drugiej połowy lipca do połowy sierpnia. Właśnie wtedy wychowują się pszczoły, które mają przeżyć kilka miesięcy, utrzymać temperaturę kłębu i rozpocząć wiosenny rozwój.
Jeżeli w tym okresie rodzina jest osłabiona przez warrozę, ma niewydolną matkę albo zbyt mało młodych pszczół, późniejsze ocieplanie ula i dokładanie kolejnych kilogramów syropu niewiele zmieni. Jesienią można jeszcze skorygować układ gniazda, uzupełnić zapasy i usunąć usterki ula, ale nie da się już szybko odbudować biologicznej jakości rodziny.
Największy błąd polega na traktowaniu zimowli jako jednego przeglądu wykonanego pod koniec sezonu. W praktyce jest to ciąg decyzji podejmowanych przez kilka tygodni: najpierw ocena rodziny, potem leczenie i karmienie, następnie ułożenie gniazda, a na końcu ograniczenie ingerencji do minimum.
Ocena siły, matki i struktury rodziny
Pierwszy przegląd po ostatnim miodobraniu powinien odpowiedzieć na trzy pytania:
- czy rodzina ma wystarczającą liczbę pszczół;
- czy matka czerwi prawidłowo;
- czy rodzina ma szansę zbudować zdrowe pokolenie zimowe.
Nie wystarczy stwierdzić, że „pszczół jest dużo”. W lipcu i sierpniu silne wrażenie mogą tworzyć robotnice letnie, które pracowały przy pożytku i wkrótce zginą. Liczy się przede wszystkim to, ile jest zwartego, zdrowego czerwiu oraz czy po wygryzieniu młode pszczoły rzeczywiście zasilą rodzinę przed ochłodzeniem.
W ulach wielkopolskich rodzina przeznaczona do samodzielnej zimowli powinna pod koniec przygotowań obsiadać zwykle co najmniej 6–8 plastrów, zależnie od typu ula, szerokości uliczek, lokalnego klimatu i sposobu zimowania. W ulach o większej ramce liczba plastrów będzie odpowiednio mniejsza. Sama liczba nie jest jednak rozstrzygająca. Sześć ramek szczelnie obsiadanych przez pszczoły przedstawia większą wartość niż dziewięć ramek zajętych tylko częściowo.
Rodzinę ocenia się wieczorem lub rano, gdy większość zbieraczek znajduje się w ulu. Podczas ciepłego dnia łatwo przecenić jej siłę albo przeciwnie — uznać rodzinę za słabą, gdy duża część robotnic pracuje w terenie.
Najważniejsze sygnały ostrzegawcze to:
- rozstrzelony czerw, liczne puste komórki i nierówna powierzchnia zasklepów;
- niewielka powierzchnia czerwiu mimo dobrych warunków pogodowych;
- brak jaj i młodych larw;
- obecność mateczników ratunkowych;
- trutowe czerwienie matki albo czerw garbaty;
- duża liczba pszczół z uszkodzonymi skrzydłami;
- wyraźna przewaga starych, wypracowanych robotnic;
- nadmierna liczba plastrów w stosunku do siły rodziny.
Matka nie musi zostać odnaleziona, jeżeli widoczne są świeże jaja, larwy w różnym wieku i zwarty czerw. Jej znakowanie znacznie przyspiesza pracę, ale kilkuminutowe przekładanie ramek tylko po to, by ją zobaczyć, nie ma sensu. Latem długi przegląd zwiększa ryzyko rabunku i wychłodzenia młodego czerwiu podczas chłodniejszej pogody.
Jeżeli matka czerwi słabo już w lipcu lub na początku sierpnia, trzeba podjąć decyzję od razu. Późna wymiana matki bywa skuteczna, ale ma ograniczenia. Nowa matka musi zostać przyjęta, rozpocząć czerwienie i zdążyć wychować odpowiednią liczbę robotnic. W drugiej połowie września nie ma już rozsądnego marginesu na eksperymenty.
W rodzinie słabej, ale zdrowej, najczęściej lepszym rozwiązaniem jest połączenie jej z inną rodziną niż próba samodzielnej zimowli. Dwie słabe rodziny nie zawsze tworzą jedną silną. Przed połączeniem trzeba ustalić przyczynę osłabienia. Jeżeli problemem jest nasilona warroza, nosemoza, podejrzenie zgnilca albo niewyjaśnione zamieranie czerwiu, łączenie może roznieść problem na drugi ul.
Najbezpieczniej łączyć rodziny:
- po zakończeniu głównych lotów;
- przy użyciu gazety lub innej metody stopniowego wyrównania zapachu;
- po pozostawieniu jednej, sprawdzonej matki;
- dopiero po ocenie zdrowotnej obu rodzin.
Nie należy zimować rodzin „na próbę”, jeżeli jesienią obsiadają zaledwie dwie lub trzy uliczki. Taka rodzina może przetrwać łagodną zimę, lecz jej margines bezpieczeństwa jest mały. Niewielki kłąb szybciej traci ciepło, ma ograniczoną możliwość przemieszczania się po zapasach i zwykle rozpoczyna wiosnę z dużym opóźnieniem.
Układanie gniazda oraz zapasów
Gniazdo zimowe ma być dostosowane do wielkości rodziny, a nie do liczby ramek, które zostały po sezonie. Każdy plaster pozostawiony bez pełnego obsiadania zwiększa pustą przestrzeń, utrudnia kontrolę warunków w ulu i może sprzyjać zawilgoceniu.
Najpierw usuwa się ramki:
- nieobsiadane przez pszczoły;
- bardzo jasne, świeżo odbudowane i niemal puste;
- z dużą powierzchnią pierzgi, jeżeli miałyby znaleźć się na skraju zimowego kłębu;
- uszkodzone, zdeformowane lub mocno trutowe;
- nadmiernie stare, czarne i zanieczyszczone odchodami albo pleśnią.
Nie oznacza to, że wszystkie ciemniejsze plastry trzeba wycofać przed zimą. Umiarkowanie przeczerwione plastry są chętnie zajmowane przez kłąb i dobrze utrzymują temperaturę. Problemem są plastry wieloletnie, o wyraźnie zmniejszonych komórkach, z dużą ilością kokonów i zabrudzeń. Ich wymianę najlepiej planować przez cały sezon, a nie przeprowadzać gwałtownie pod koniec sierpnia.
W klasycznym układzie zimowym centrum tworzą plastry, z których wygryzł się czerw. Po obu stronach powinny znaleźć się plastry z odpowiednimi zapasami. Układ musi umożliwić kłębowi stopniowe przesuwanie się do góry i na boki bez pokonywania pustej ramki.
Nie należy budować w gnieździe „ściany” z całkowicie zalanego plastra wciśniętego między ramki po czerwiu. W czasie silnego mrozu kłąb może nie przejść na drugą stronę takiej bariery, nawet jeśli za nią znajduje się kilka kilogramów pokarmu.
Ramki ustawia się ciasno, zgodnie z rzeczywistą siłą rodziny. Zatwór powinien ograniczać zbędną przestrzeń, ale nie może blokować przepływu powietrza ani dociskać ramek. W ulach korpusowych częściej operuje się całymi korpusami. Pozostawienie dodatkowego, prawie pustego korpusu „na wszelki wypadek” zwykle nie pomaga. Pszczoły go nie ogrzeją, za to większa kubatura utrudni kontrolę wilgoci.
Karmienie trzeba zakończyć na tyle wcześnie, aby syrop został pobrany, przerobiony i zasklepiony przez pszczoły letnie. W większości polskich pasiek podstawowe uzupełnianie zapasów wykonuje się od sierpnia do pierwszej połowy września. Termin przesuwa się zależnie od regionu, przebiegu pogody, późnych pożytków oraz stosowanego sposobu zwalczania warrozy.
Nie ma sensu czekać z pełnym karmieniem do końca września. Chłodne noce ograniczają pobieranie syropu, a młode pszczoły zimowe są niepotrzebnie obciążane jego przerabianiem. Późne podawanie dużych dawek może też wydłużyć czerwienie matki, co komplikuje jesienne leczenie.
Szczegółowe wyliczenie zapasów powinno znaleźć się w osobnym poradniku: ile pokarmu potrzebują pszczoły na zimę. W praktyce nie należy kierować się wyłącznie liczbą litrów wlanego syropu. Trzeba uwzględnić:
- pokarm obecny w ulu przed karmieniem;
- syrop zużywany na bieżące wychowanie czerwiu;
- rabunki i rozlewanie pokarmu;
- różnicę między masą podanego syropu a masą gotowego zapasu;
- typ ula i długość zimowli;
- siłę rodziny oraz termin rozpoczęcia wiosennego czerwienia.
Najpewniejszą kontrolą jest ważenie ula albo przynajmniej porównawcze unoszenie go od tyłu po zakończeniu karmienia. Ocena „na rękę” nie daje laboratoryjnej precyzji, ale po zważeniu kilku uli wagą hakową lub pasieczną szybko pokazuje rodziny wyraźnie odstające od reszty.
Waga hakowa kosztuje zwykle około 50–150 zł, a prosta elektroniczna waga platformowa około 150–500 zł. Stałe systemy wagowe z transmisją danych są znacznie droższe i w niewielkiej pasiece nie są konieczne. Najważniejsze jest wykonywanie pomiaru zawsze w podobny sposób i zapisanie wyników, a nie zakup rozbudowanej elektroniki.
Syrop najlepiej podawać wieczorem, bez rozlewania go na ule i ziemię. W okresie bezpożytkowym nawet kilka kropli przy wylotku może uruchomić rabunek. Podkarmiaczki muszą być szczelne, a wylotki rodzin słabszych zwężone do szerokości, którą pszczoły są w stanie obronić.
Nie należy pozostawiać na zimę zapasów niewiadomego pochodzenia. Miód z obcych rodzin może przenosić przetrwalniki chorób, a miód spadziowy w niektórych warunkach zwiększa obciążenie przewodu pokarmowego pszczół podczas długiego okresu bez oblotu. Nie oznacza to, że każda obecność spadzi przekreśla zimowlę, ale przy dużym udziale takiego pokarmu bezpieczniej jest część zapasów zastąpić pokarmem przygotowanym do zimowania.
Pierzga jest potrzebna do wiosennego rozwoju, jednak ramka wypełniona niemal wyłącznie pierzgą nie powinna przecinać drogi kłębu do pokarmu. Najlepiej pozostawić ją blisko obszaru, w którym rodzina rozpocznie czerwienie, ale nie jako skrajny, zimny plaster poza zasięgiem pszczół.
Leczenie, zabezpieczenie ula i ostatnie kontrole
Najwyższy priorytet po ostatnim miodobraniu ma kontrola warrozy. Nie chodzi wyłącznie o zabicie roztoczy widocznych jesienią. Pszczoły zimowe muszą zostać wychowane w możliwie mało porażonej rodzinie. Leczenie rozpoczęte dopiero wtedy, gdy na dennicy leżą setki pasożytów, nie cofnie uszkodzeń, które już powstały.
Skuteczność zabiegu należy ocenić, a nie zakładać. Do monitorowania można wykorzystać:
- wkładkę dennicową i kontrolę naturalnego osypu;
- test cukrowy;
- test alkoholowy;
- kontrolny osyp po zastosowaniu dopuszczonego produktu.
Każda metoda ma ograniczenia. Naturalny osyp jest prosty, lecz pojedynczy odczyt może zafałszować rzeczywisty poziom porażenia. Test cukrowy nie zawsze strąca wszystkie roztocza. Test alkoholowy jest dokładniejszy, ale kończy się śmiercią badanej próby pszczół. Mimo tego pomiar jest lepszy niż leczenie prowadzone na wyczucie.
Preparat dobiera się do:
- obecności lub braku czerwiu;
- temperatury;
- siły rodziny;
- terminu ostatniego miodobrania;
- wcześniejszego użycia substancji czynnych;
- zapisów w aktualnej charakterystyce produktu leczniczego.
Nie wolno przenosić dawkowania z jednego środka na drugi ani stosować domowych mieszanin na podstawie filmów internetowych. Produkt leczniczy dla pszczół stosuje się dokładnie według ulotki, z zachowaniem czasu ekspozycji, liczby pasków, zakresu temperatur i zasad ochrony osoby wykonującej zabieg.
Paski zawieszone w ulu muszą mieć kontakt z pszczołami. Umieszczenie ich na skrajnej, słabo obsiadanej ramce obniża skuteczność. Równie poważnym błędem jest pozostawienie pasków na kilka miesięcy. Nie poprawia to leczenia, a może sprzyjać selekcji roztoczy odpornych na substancję czynną i powodować niepotrzebne pozostałości w środowisku ula.
Preparaty zawierające kwasy organiczne mają określone wymagania temperaturowe i różną skuteczność w obecności czerwiu. Zabieg skuteczny w rodzinie bezczerwiowej nie musi dać podobnego wyniku w sierpniu, gdy znaczna część samic Varroa znajduje się pod zasklepem. Z kolei środki działające przez dłuższy czas trzeba zastosować odpowiednio wcześnie. Nie można rozpoczynać terapii wielotygodniowej dopiero tuż przed nadejściem chłodów.
W leczeniu potrzebna jest rotacja substancji czynnych, ale nie chaotyczne zmienianie produktów co kilka dni. Rotacja ma ograniczać ryzyko narastania odporności i powinna być częścią planu prowadzonego w kolejnych sezonach. Nazwa handlowa nie zawsze oznacza inną substancję czynną, dlatego trzeba czytać skład, a nie tylko etykietę z przodu opakowania.
Przed zastosowaniem leku należy sprawdzić jego aktualną ulotkę oraz status dopuszczenia do obrotu. Rejestr produktów zmienia się, a poszczególne środki różnią się wskazaniami. Przykładowo część preparatów z kwasem szczawiowym jest przeznaczona przede wszystkim do rodzin bez czerwiu, natomiast inne produkty można stosować również jesienią przy obecności czerwiu, zwykle w serii zabiegów. Nie są to środki zamienne.
Po leczeniu trzeba wykonać kontrolę. Duży osyp bezpośrednio po zabiegu pokazuje, że pasożyt był obecny, ale sam w sobie nie dowodzi pełnej skuteczności. Jeżeli po zakończeniu terapii poziom porażenia nadal jest wysoki, potrzebny jest zabieg uzupełniający dopasowany do warunków i ulotki produktu.
Gdy zdrowotność rodziny jest opanowana, można przejść do zabezpieczenia ula. Najpierw naprawia się rzeczy, które rzeczywiście mają wpływ na zimowlę:
- nieszczelny daszek;
- pęknięty korpus;
- niestabilną podstawę;
- zbyt duże szczeliny między elementami;
- uszkodzoną dennicę;
- wylotek, przez który mogą wejść myszy;
- gałęzie uderzające o ul podczas wiatru.
Daszek musi odprowadzać wodę poza ściany. Nawet dobrze pomalowany ul zacznie chłonąć wilgoć, jeżeli woda spływa po korpusach i zatrzymuje się na łączeniach. Ule powinny być lekko pochylone w stronę wylotka, tak aby ewentualna woda nie gromadziła się przy tylnej ścianie.
Zabezpieczenie przed gryzoniami zakłada się, gdy pszczoły ograniczają regularne loty. Krata nie może być jednak tak drobna, by blokowała wynoszenie martwych pszczół i szybko zatykała się lodem. Wylotek zwęża się odpowiednio do siły rodziny, ale nie zamyka niemal całkowicie. Zbyt mały otwór pogarsza wymianę powietrza i może zostać zatkany osypem.
Osobnego omówienia wymaga wentylacja ula zimą. Najważniejsza zasada jest prosta: ul ma chronić przed bezpośrednim przewiewem i wodą opadową, ale nie może być szczelnym pudełkiem. Pszczoły wytwarzają parę wodną podczas zużywania pokarmu. Jeżeli wilgoć skrapla się nad kłębem i kapie na pszczoły, nawet grube ocieplenie nie rozwiąże problemu.
Nie należy przesadzać z ocieplaniem boków ula już w sierpniu. Wysoka temperatura może podtrzymywać czerwienie, a grube maty utrudniają ocenę zawilgocenia. Górne ocieplenie zwykle ma większe znaczenie niż szczelne otulanie całego korpusu. Materiał powinien pozostać suchy i nie blokować zaplanowanej drogi odprowadzania wilgoci.
Ostatni pełny przegląd wykonuje się podczas ciepłego, spokojnego dnia. Później nie rozbiera się gniazda bez wyraźnej potrzeby. Jesienne „poprawianie” każdej ramki często przynosi więcej szkody niż pożytku: rozrywa uporządkowaną strukturę zapasów, zwiększa ryzyko zgniecenia matki i prowokuje rabunki.
Podczas ostatniej kontroli trzeba potwierdzić:
- obecność matki lub świeżych oznak czerwienia;
- prawidłową siłę rodziny;
- zakończenie podstawowego karmienia;
- odpowiednią masę ula;
- zakończenie albo właściwy przebieg leczenia;
- usunięcie pustych nadstawek i podkarmiaczek;
- drożność wylotka;
- stabilność ula;
- szczelność daszka;
- brak pozostawionych narzędzi, folii lub niepotrzebnych elementów.
Po ułożeniu gniazda najwięcej informacji daje obserwacja bez otwierania ula. Równy ruch przy wylotku, wynoszenie pojedynczych martwych pszczół i spokojna reakcja na krótkie osłuchanie nie budzą niepokoju. Ciągłe bieganie po przedniej ścianie, walka przy wylotku, duża liczba okruchów wosku lub nagłe osłabienie lotów wymagają kontroli pod kątem rabunku, bezmateczności albo silnego porażenia pasożytami.
Najpierw trzeba więc ocenić zdrowotność i matkę, dopiero potem liczyć zapasy i układać ramki. Odwrotna kolejność jest wygodna, lecz błędna. Ciężki, dobrze ocieplony ul nie daje bezpiecznej zimowli, jeżeli wewnątrz znajduje się rodzina osłabiona warrozą i złożona głównie z krótko żyjących pszczół.
FAQ: przygotowanie pszczół do zimowli
Kiedy rozpocząć przygotowanie pszczół do zimy?
Bezpośrednio po ostatnim głównym miodobraniu, najczęściej od drugiej połowy lipca do połowy sierpnia. W tym czasie trzeba ocenić matkę, siłę rodziny, poziom porażenia warrozą i ilość czerwiu, z którego powstaną pszczoły zimowe.
Do kiedy najlepiej zakończyć karmienie zimowe?
Podstawowe karmienie najlepiej zakończyć zwykle do pierwszej lub drugiej dekady września. W chłodniejszych regionach wcześniej. Późniejsze uzupełnianie powinno być korektą niedoboru, a nie głównym karmieniem całej rodziny.
Ile ramek zostawić pszczołom na zimę?
Tyle, ile rodzina szczelnie obsiada podczas chłodniejszego wieczoru. W ulu wielkopolskim często jest to 6–8 ramek, ale liczba zależy od siły rodziny i typu ula. Nie zostawia się pustych plastrów wyłącznie dlatego, że mieszczą się w korpusie.
Czy przed zimą trzeba znaleźć matkę?
Nie. Wystarczy zobaczyć świeże jaja, młode larwy i prawidłowy, zwarty czerw. Poszukiwanie matki ma sens przy podejrzeniu bezmateczności, przed połączeniem rodzin lub przy planowanej wymianie.
Czy słabą rodzinę lepiej ocieplić, czy połączyć?
Jeżeli rodzina jest zdrowa, ale wyraźnie za słaba, zwykle lepiej ją połączyć. Dodatkowe ocieplenie nie zastąpi odpowiedniej liczby pszczół. Rodzin chorych lub o nieustalonej przyczynie osłabienia nie należy łączyć bez wcześniejszej diagnozy.
Czy leczenie warrozy można zostawić na późną jesień?
Nie jako jedyny zabieg. Późnojesienne leczenie w okresie bezczerwiowym może być bardzo skuteczne, ale nie naprawi szkód powstałych podczas wychowu pszczół zimowych. Główne ograniczenie populacji pasożyta powinno nastąpić po ostatnim miodobraniu.
Czy duży osyp roztoczy oznacza, że leczenie zadziałało?
Oznacza, że produkt zabił część pasożytów. Nie potwierdza, że poziom porażenia spadł wystarczająco. Po zakończeniu terapii potrzebna jest kontrola jej skuteczności.
Czy ul trzeba szczelnie zamknąć przed mrozem?
Nie. Ul powinien być zabezpieczony przed wodą i bezpośrednim przewiewem, ale musi umożliwiać usuwanie nadmiaru wilgoci. Szczelne zamknięcie zwiększa ryzyko skraplania pary wodnej nad kłębem.
Czy zimą należy regularnie otwierać ul?
Nie. Po ostatecznym ułożeniu gniazda kontroluje się przede wszystkim drożność wylotka, stabilność ula, ślady gryzoni i masę rodziny. Ramki wyjmuje się tylko w sytuacji, która rzeczywiście wymaga interwencji.
Jaki błąd najczęściej przekreśla dobrą zimowlę?
Zbyt późne ograniczenie warrozy. Braki pokarmu można jeszcze skorygować, a uszkodzony daszek naprawić. Pszczół zimowych wychowanych w silnie porażonej rodzinie nie da się jesienią zastąpić nowym pokoleniem.


